Z pamiętnika „Mój Dany Mi Świat”.
Z pamiętnika „Mój Dany Mi Świat”.
Gdy moje dzieci zaczęły studiować w innym mieście, „dostałam ich” kota -„Kitkę”i olbrzymiego psa nowofundlanda- Belę. Kitka była kociakiem znalezionym w śmietniku , maleńkim dorosłym kotem- 2kg kotka .. Jak przychodzili goście, by przypadkiem nie oddać jej, kot lustrował towarzystwo i znikał. Ale? jak pojawił się w moim otoczeniu „zły czarodziej”, skutecznie z ukrycia reagowała. Choć kota już nie mam, do dziś mówię do gości „u mnie się butów nie zdejmuje”.;-)…
Dziecko moje rozpoczęło studia . Gdy wyjechało, Kitka 4dni siedziała w jej pokoju, czekała .
Po kolejnych odwiedzinach powtórzyło się to., Zasięgnęłam wtedy rady pacjentów -hodowców kotów ,co robić. Poradzono, że przed wyjazdem, ma mówić kotu, że musi jechać, ale przyjedzie.
Nie zapomnę jak wtedy pomyślałam „na pewno, kot zrozumie, ha..ha..”. Ale o dziwo kot zrozumiał. Choć w czasie pobytu w domu nie odstępowała jej, gdy odjechała, przychodziła do mnie.
Z czasem gdy wracałam do domu, „kot w butach” przynosił mi „zwierzynę”, bym z głodu nie zmarniała;-) Czy o „królewicza „ też się starała?:-) nie wiem. Na pewno przeganiała „złych czarodziei”;-). Gdy kiedyś kopnęłam przyniesione przez nią dary -pogniewała się. Trzeba było to zobaczyć ,jak kilka dni udawała ,że mnie nie widzi:-)Było to rozczulające.
Ale od wtedy, nigdy tak już się nie zachowywałam-nauczyła mnie.
Dowiedziałam się od hodowców, że zwierzęta mają lśniącą sierść, jak od czasu do czasu podaje się im, surowe jajka. Kot jajek fermowych nie tknął, nawet gdy był głodny. Te od gospodarza wcinała. Co jest? Pomyślałam, kot nie jada nic starego, była w domu testerem kupowanych wędlin. Wyczuwa w jajkach coś. Co?-energię. A jaka w tych jajkach fermowych może być energia? Kury siedzą w klatkach zestresowane, często bez piór nie widzą „Bożego świata” jedzą byle co , nie chodzą i znoszą jajka. Widać kot to czuje pomyślałam.
Wiem ,że nasi dziadowie, na chlebie przed posiłkiem ,robili znak krzyża, że trzeba też błogosławić dzieci i siebie znakiem krzyża. Dowiedziałam się przypadkiem, że krzyż był ważny też w innych dawnych kulturach, że jest podobno „od-promiennikiem”? .W Meksyku natomiast widziałam w jednej z prowincji wioskę, gdzie krzyże były na wszystkich domach mieszkalnych.
To co zrobiłam, było dziwne.
Na fermowych jajkach które dawałam kotu ,robiłam znak krzyża.
I co?
Na tych jajkach, na których zrobiłam znak krzyża kot zjadł, na tych co znaku krzyża nie zrobiłam, kot ich nie jadł. Żebym sama tego nie doświadczyła, nie uwierzyłabym w to, co miało miejsce.!!! Jest to prawda.
Jak prawdą jest to, jaka jest siła, moc krzyża, którym się żegnamy..
Cuda i dziwy ???? To nasze cudowne TU..
Kiedyś wracam z Belą do domu a Kitka siedzi przed ogrodzeniem i lamentuje.
Widzę ,że na podwórku panoszy się olbrzymi rudy kocur. „Płaczącego”, wystraszonego kotka wzięłam na ręce by uspokoić, weszłyśmy za ogrodzenie. Kocurek stracił impet. Wtedy Kitka wyrwała mi się z rąk i zaczęła przytulać się do Beli, która zaczęła ją lizać ,nie widziałam by wcześniej to robiła. Nowofundlandka nie szczekała tylko patrzyła groźnie na intruza. Widząc to kocurek stracił poczucie pewności siebie do reszty, zaczął się wycofywać. Kitka poczuła się pewnie, fuknęła na kota, wtedy poleciłem by przegnała go. Mam do dziś, przed oczami scenę, jak maleńki kotek przeganiał z podwórka olbrzymiego co najmniej dwa może trzy razy większego od niej kocura, aż się za nim kurzyło. Choć każde z moich zwierzaków chodziło swoimi drogami, jak widać, wiedziały ,że mają się wspierać, są „rodziną”.
Myśląc o tym zdarzeniu, czuję miłe ciepełko w sercu, jak to „bliski”, duży, silny, rodzina, daje odwagę , poczucie bezpieczeństwa słabemu i małemu, każdemu.
To mój, nasz cudowny świat.
Na zdjęciu dorosła "Kitka"(zdjęcie z moich zbiorów).