Z pamiętnika „Mój dany mi świat” czyli zwerbalizowane ,nazwane „po imieniu”, moje uczucia, myśli, odczucia mojego, naszego Realu.
Kilkanaście lat temu na zjeździe absolwentów LO , kolega opowiadał o jednej z jego pasji – nurkowaniu. Słuchając cieszyłam się , że ma taką pasję, o której tak bardzo ciekawie mówił. „Łapałam” każde jego słowo. Wszystko o czym mówił, było dla mnie inne, nowe.
Myślałam wtedy” ja nigdy nie zaznam przyjemności nurkowania, mogę pomarzyć, przy moim pływaniu „stylem siekiery” i innych ograniczeniach.
Po przyjeździe ze zjazdu, pacjent opowiadał o wakacjach w Egipcie. Wspomniał, że nie potrafiąc pływać w asyście, nurkował w morzu Czerwonym . W mojej głowie zapaliło się światełko, może i ja? tam kiedyś pojadę? dam radę ? zanurkuję !. Zgromiłam swoje myśli, koleżanko JAK!!!!
Widać, miałam przeżyć, dla mnie „niemożliwe- nierealne”, bo w krótkim czasie,można powiedzieć „fuksem”(jakaś bardzoooo korzystna ”ostatnia chwila”;-), znalazłam się w Egipcie nad morzem Czerwonym. Przezwyciężyłam strach, pokonałam lęki ograniczeń i w miłej, troskliwej asyście Egipcjanina zanurkowałam, doświadczając dla mnie „niemożliwego- nierealnego ”.
Do końca życia nie zapomnę odczuć, po zanurzeniu się na rafie koralowej .
W pierwszej chwili muzyka, SZOK!!!, która była moim oddechem. Cieszyłam się jak małe dziecko, słysząc tańczące, śpiewające bąbelki własnego oddechu. Dłuższą chwilę wsłuchiwałam się w wydychany dwutlenek węgla który tak „grał”-„zawrót głowy”, namacalny dowód ,że żyję, że tego wszystkiego doświadczam. Z pewnością dla wytrawnych nurków te odgłosy, to normalka, na którą nie zwracają uwagi, dla mnie , ten podwodny, „bąbelkowy” pierwszy raz , był ŁAŁ!!!!!!.
Gdy się z nim oswoiłam, zeszliśmy w dół, wtedy zaparło mi dech w piersiach ,dobrze że bąbelki dały znać ,że nie oddycham. Było tam tak pięknie , kolorowo . Czułam trudny do nazwania rodzaj szczęścia, że tego niezwykłego, pięknego „innego świata”, którego namiastkę widuję w akwarium ,tam na wolności doświadczam i jestem jakoś jego częścią.
Dziękowałam w myślach Panu Bogu, że tak słyszę, tak widzę ,tak czuję, że tam jestem.
Z perspektywy czasu wiem, że w Egipcie,specjalnie się znalazłam, doświadczając „niemożliwego”, by wynieść bardzo cenną naukę na całe pozostałe swoje życie.
Widząc , jak muzułmanie, nie zwracając uwagi na drwiące spojrzenia otoczenia, modlą się, kilka razy dziennie, byłam dla nich pełna szacunku. Patrząc na nich, było mi bardzo wstyd , poczułam ukłucie w sercu, że będąc chrześcijanką -katoliczką ,szczególnie w miejscach publicznych tak trudno, jest mi zrobić, znak krzyża przed posiłkiem. Przyznać się tym, do Pana Boga Jezusa Chrystusa. Wtedy w Egipcie, „boleśnie” dotarło do mnie, że nigdy i nigdzie mam nie wstydzić się w ten, lub inny sposób Pana Boga Jezusa Chrystusa, tych- którzy mnie kochają, których ja kocham, kim jestem….. Mam być sobą.
Żyjemy ostatnio w czasach bardzo trudnych , gdzie znowu są narzucane „jedyne słuszne” standardy, choć „jesteśmy niby tacy sami a rożnie uszyci”.
Przemoc emocjonalna, segregacja, strach, izolacja to oferowana codzienność w czasach negacji praw człowieka, przykazań Bożych „hulaj dusza piekła nie ma” .
Obecnie bycie sobą, to kim jestem,” nazwanie spraw po imieniu”, świadomość kto jest najważniejszy, co jest ważne, dokąd zmierzam, jest bardzo istotna a moje, nasze, wybory (mamy wolną wolą) tylko od mnie ,od nas zależą..
Wiara czyni cuda mówi Pismo Święte . Podróże kształcą -mówi przysłowie .
Wszystko się może zdarzyć i wszystko zdarza się .;-))))-to mój pobyt w Egipcie
Na zdjęciu jestem ja z moją asystą:-).Zdjęcie zrobił nam organizator nurkowania.