Z pamiętnika "Mój Dany mi Świat".
Od kilku lat, co roku, czekam na swoje święto malowania, czyli na plenery lekarzy malujących. Spotykam tam ludzi, którzy "nadają na podobnych częstotliwościach", mają te same pasje, podobne wartości. Przebywanie wśród nich, z nimi, możliwość nie ograniczonego malowania "po swojemu"(tam usłyszałam, że tak mam malować) sprawia, że czuję się tam szczęśliwa. Choć na co dzień często się uśmiecham, ale głośno się nie śmieję. A na plenerach często słychać jest, mój radosny śmiech. Uczestnictwo w plenerach, za każdym razem jest dla mnie, radosnym, ekscytującym twórczym przeżyciem.
Tak było i w tym roku 2024.
Dawniej, bym zaczęła malować, potrzebowałam impulsu piękna. Pierwsze dni plenerów, szukałam aparatem fotograficznym inspiracji. Obecnie już atmosfera pleneru, moja chęć, radość malowania sprawia, że nie potrzebuje impulsów. I od rana do wieczora maluję, "kolory tańczą w moich oczach" a tematy obrazów same cisną się na płótna. Wieczorami często jestem tak zmęczona psychicznie, jakbym co najmniej 30 pacjentów przyjęła ale szczęśliwa.
W tym roku namalowałam na plenerze rekordową ilość obrazów. Koleżeństwo w bardzo miłych słowach to zauważyło: "Jakbyś tak jak tu, co dzień malowała po dwa obrazy, lepsza byś była od Van Gogha".
Takie zestawienie!!!!!!!!.ha..ha.. Zawrót głowy. Zawrót głowy na pewno, ale nie po "sodówce" .ha..ha.... Spoko nie uderzy mi "woda sodowa" do głowy.
Dla mnie nasze poplenerowe wernisaże, gdzie prezentujemy swoje prace, są estetycznym i duchowym świętem. Jest tam zawsze bardzo dużo ślicznych obrazów i to namalowanych przez ludzi których znam, lubię, szanuję, którzy w "magiczny" sposób są mi bliscy.
Miło mi było, gdy w tym roku, gość wernisażu profesor Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, bardzo pochlebnie ocenił moje malowanie. Nadmienił, że jest ono erotyczne. Erotyczne? Erotyczne ha..ha..no cóż musiałam mieć ciągoty by "spłodzić" tyle obrazów ha...ha...
Spytałam dlaczego tak uważa. Usłyszałam, że w moich obrazach jest dużo czerwieni. Wtedy w duchu zaczęłam się śmiać, bo pomyślałam sobie "gdyby on wiedział, że wszystkie moje obrazy są w czerwonych ramkach", ha..ha..ha..
Plener się kończył.
Wszyscy już byli spakowani, następnego dnia wyjeżdżaliśmy.
A ja wieczorem zapragnęłam namalować jeszcze jeden obraz, podziękować za cudownie spędzone chwile pleneru "Młyńczysko 2024 w Poświętnej. Nad ranem ,obraz był prawie gotowy. Poszłam spać.
Następnego dnia gdy zobaczyłam co namalowałam, serce zamarło mi z niedowierzania , rodzaju lęku.
Malowałam Matkę Bożą, Dzieciątko Jezus uśmiechające się w kwiatach różnokolorowych. Kolory kwiatów symbolizowały miłość, radość, przyjaźń, duchowość, czułość...... I tak było. W zamyśle malowałam Matkę Bożą w niebieskim, niebiańskim welonie a podświadomie namalowałam welon w biało - niebieskie pasy.
Ten namalowany, w pasy welon, który zobaczyłam dopiero rano, od razu skojarzył mi się, z obozowym, więziennym odzieniem św. Maksymiliana Kolbe.
Serce biło mi jak zwariowane, a w głowie przelatywały obrazy naszej codzienności, braku szacunku, plugawienia profanacji wizerunku Matki Bożej i Pana Jezusa.
Serce długo trzepotało mi w bólu .
To jest rok 2024 wtedy pomyślałam. Namalowany obraz zatytułowałam:
"W roku 2024".
Na zdjęciu obraz. "W roku 2024"-akryl.
Od 03.10 2024 można go oglądać w Muzeum Mazowieckim w Płocku na czasowej wystawie członków sekcji plastycznej PSTK z okazji 40- lecia Płockiego Stowarzyszenia Twórców Kultury.